«

»

sie 21

Życie jest trudne, ale …uczy o wzlotach i upadkach.

Włoskie przysłowie mówi, że „między słowem a czynem rozciąga się morze”. Ta myśl niezwykle obrazowo oddaje to, co ustawicznie przytrafia się ludziom pragnącym zmienić coś w swoim codziennym życiu: otóż zanim zaczną działać, ogarnia ich rezygnacja i tracą ducha.

Zapewne i Tobie nie jest obca taka sytuacja: masz jakieś plany, nadzieje, marzenia, potrafisz sobie wyobrazić, co i jak należałoby zmienić, co ulepszyć – a mimo wszystko na ogół nie umiesz tego zrealizować! Mimo, że dobrze wiesz, co byłoby dla Ciebie lepsze. Czasem znów zmiana nie bardzo Ci wychodzi, a Twój zapał gdzieś się ulatnia. W rezultacie nic się nie zmienia, wszystko zostaje tak jak było. Wciąż jesteś tam, gdzie byłeś na początku, tyle, że do bagażu Twoich doświadczeń przybyło kolejne rozczarowanie.

Pragnienie zmiany jest wprawdzie nadal silne, ale termin jej realizacji zostaje przesunięty – na bliższą lub dalszą przyszłość. Niektórych w takiej sytuacji ogarnia poczucie beznadziejności, inni zaś dochodzą do przekonania, że zmiana byłaby zbyt absorbująca, że za dużo w tym fatygi i nieprzyjemności. Jeszcze inni rezygnują z ponowienia próby z lęku przed kolejnym fiaskiem.

Sytuację człowieka można porównać do dryfowania po morzu: kto unosił się już kiedyś na falach, ten bez trudu to zrozumie. Gdy spogląda w kierunku lądu, widzi go co jakiś czas, zawsze wtedy, kiedy znajduje się na grzbiecie fali. Ten widok uspokaja, człowiek wie, że jest niezbyt daleko od miejsca, w którym może poczuć pewny grunt pod nogami. Dryfowanie po morzu jest przyjemne : trochę w tym eksperymentu, trochę konfrontacji z czymś nowym, nieznanym.

Ale stały rytm falowania sprawia, że człowiek, w regularnych odstępach czasu traci z pola widzenia ląd, nie widzi brzegu – wtedy, gdy znajduje się na dole fali, w jej zagłębieniu. Nagle dryfujący traci orientację, która dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Bez znajomego punktu odniesienia czuje się bezradny. Ogarnia go coraz większa trwoga i zadaje sobie pytanie: „Na co ja się właściwie porywałem? Czy nie byłoby lepiej, gdybym tego nie robił? Dobry Boże, czy uda mi się powrócić do brzegu?” I człowiek szybko zaczyna żałować swego skoku na głęboką wodę, zadręcza się samooskarżeniami albo rozczula nad sobą i popada w pesymizm. „Nigdy więcej nie przydarzy mi się coś takiego” – obiecuje sobie solennie, gdy ma już za sobą to nieprzyjemne zdarzenie. Na przyszłość będzie przesadnie ostrożny, raczej przyjmie postawę wyczekująco-pasywną aniżeli aktywną, pełną gotowości.

Jak widać, morze bywa podstępne. Zdarzają się, na przykład takie  sytuacje, gdy zbawczy brzeg, ów wytęskniony cel, jest tuż, tuż, tylko człowiek o tym nie wie. Rybak na kutrze, który nie jest już daleko od portu, ale nie wie o tym, ponieważ mgła uniemożliwia widoczność, łatwo może wpaść w panikę, stracić orientację i zdecydować się na natychmiastowy odwrót. A szkoda, bo przecież znajdował się na właściwej drodze do celu, tylko o tym nie wiedział. Nie rozeznawszy się w okolicznościach, zbyt szybko zmienił kierunek. Zamiast działać pochopnie, powinien okazać cierpliwość, powinien zaufać sobie. Mógł się zatrzymać, zarzucić kotwicę. Mógł przeczekać. Mógł spróbować zorientować się w sytuacji, ocenić swoje położenie.

Permalink do tego artykułu: http://justynaolowniuk.pl/zycie-jest-trudne-ale-uczy-o-wzlotach-i-upadkach

Dodaj komentarz

PHP Code Snippets Powered By : XYZScripts.com